..
POLSKA WYPRAWA RATOWNIKÓW - 100 LECIE TOPR - DHAULAGIRI 2009

 
2009-05-05
Odsłon: 835
 

Koniec wyprawy TOPR na Dhaulagiri

Kolejne dni działalności na Dhaulagiri nie przyniosły korzystnych rozstrzygnięć. W obozie drugim rozchorował się Edward Lichota i zmuszony był zejść do bazy 27 kwietnia. W tym czasie Ryszard Gajewski i Maciej Pawlikowski udali się z obozu pierwszego do obozu drugiego z zamiarem dojścia do obozu trzeciego, który mają założyć Grzegorz Bargiel i Andrzej Mikler przebywający w obozie drugim. W kolejnym dniu zespół z "dwójki" wychodzi w kierunku obozu trzeciego poręczując drogę do wysokości 7300m. Na miejsce tzw. dolnej trójki docierają na tyle zmęczeni, że nie są w stanie zakładać obozu i postanawiają schodzić na odpoczynek do bazy. Następnego dnia Ryszard Gajewski i Maciej Pawlikowski podjęli próbę założenia obozu trzeciego. Niestety po dojściu do wysokości 7250 m, nie udało się po raz kolejny założyć obozu trzeciego. Po czterodniowej działalności w górze zeszli do bazy 1 maja.
Z uwagi na prognozy pogody i margines czasu, jaki pozostał nam na działalność górską nie planujemy już kolejnych wyjść i tym samym kończymy wyprawę. Piątego maja planujemy likwidację bazy i rozpoczęcie karawany powrotnej. W Kathmandu będziemy ósmego maja wieczorem.

Tomasz Witkowski, uczestnik wyprawy

Niewątpliwy wpływ na przebieg wyprawy miały dramatyczne wydarzenia z dnia 8 kwietnia. Działający niezależnie od naszej wyprawy, w zespole z Peterem Hamorem, Piotr Morawski, wpadł do głębokiej szczeliny tuż poniżej obozu I.
Towarzyszące mu dwie osoby nie mogły go wydobyć, udało się to po dotarciu naszej grupy do miejsca wypadku, po 3 godzinach. Piotr nie wykazywał już oznak życia, reanimacja była nieskuteczna. Pochowaliśmy Piotra w szczelinie po ustaleniach z rodziną.
Od tej pory w zespole dało się zaobserwować zdecydowany spadek nastroju, osłabienie "ciągu w górę" i tendencje zachowawcze w działalności. Nałożyły się na to trudności w utrzymaniu obozu drugiego, konieczność ciągłego poręczowania pól lodowych, typowe dolegliwości związane z wysokością, dokuczliwy wiatr. Pomimo dobrej pogody zespoły zakończyły działalność, nie dochodząc do końca kluczowej grani. Zabrakło koncentracji sił psychicznych i fizycznych do ostatecznego ataku szczytowego, a także rezerwy czasowej.
W tym samym czasie działały obok nas dwie egzotyczne dla nas wyprawy - oblężnicza wyprawa armii indyjskiej (z kilkunastoma Szerpami, z założenia z tlenem i ciągiem poręczy) i duża wyprawa koreańska (również oparta na Szerpach). Nie czekaliśmy na ich aktywność, lecz jako wyprawa sportowa polegaliśmy na sobie. Może zabrakło determinacji, a może zostaliśmy uchronieni przed stratami. W ataku szczytowym, w którym teoretycznie mogliśmy brać udział, zaginął Mehdi (solista z Iranu), odmrożeń doznał David  Fojtik (Czech) i Koreańczyk (po biwaku w jamie śnieżnej). Nie jest pewnym, czy ktokolwiek był na szczycie, z powodu intensywnej burzy i znikomej widoczności.

Roman Mazik, lekarz wyprawy
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd